Wiersze Obrazy Fotografie
 

Edyta

Jan

 

 

Monika

Joanna

 

 

Edyta




ŻYCIE


Są słowa
Co obiecują
I wstyd im
Za mnie
I te
Co dotrzymały słowa
A teraz
Jest im głupio
Że na próżno
Cisza
Jest odpowiedzią
Na milczenie
A wiersz
Zamknięty w pamięci
Umiera przed świtem
Otwartych ust

ZIMA W BIESZCZADACH


Bieszczady w śniegu
Są jednością pożądania
Nic
Tak dokładnie nie pieści gór
Jak śnieg
I tylko
Zazdrosne spojrzenie
Próbuje
Wygrać z pamięcią
Od którego szlaku
Tu
Zaczęła się
Moja miłość

................


Widzieć
Obojętność spojrzenia
I wiedzieć
Że
To tylko gra
Sprawia
Że pamięć boli
A to
Nie powód
By nauczyć się ciebie
Od nienapisanej strony
Tego
Co czeka
W myślach

POD KRZYŻEM TARNICY


Litania dni
Chwalebne istnienie
Pośrodku ramion
Nie tłumaczy
Dlaczego
Też
Cierpimy
Modlitwą
Karmimy ciszę
I niemą nadzieję
Nie myślimy
Uparcie wierzymy
W wzór
I podobieństwo

.................


Mam taka przypadłość
Że
Nazywam rzeczy
Po mojemu
Nawet
Gdy udaję
Martwą przeszłość
Wiem
Że żyją mną
I potrzebują świadomości
Że tęsknię
Za wszystkim
Co
Mogło by być

.................


Ani słowa
Było
O jedno za dużo
Milczenie
Jest powrotem
Ale
Ktoś pierwszy
Musi
Wymazać kropkę
W
Nieskończonym zdaniu

.................


Nie wydaną resztę
Z życia
Pozostawiam w wierszach
Nie obiecuję
Że
Wystarczy dla wszystkich
Ale
Za każde spojrzenie
Zapłacę
Treścią
Mych myśli

O POKORZE


Pokory
Nigdy za dużo
Tylko
Gdy braknie cierpliwości
Można chcieć
Coś
Co przerasta
Kolej rzeczy
A ta
Jest odporna
Na chciwe życiorysy

O JUTRZE


Niedaleka przyszłość
Może być jutrem
Wystarczy
Obudzić się
I nie przeszkadzać losowi
Gdy uzna
Że
Jest to
O dzień
Za wcześnie

ŻYCIORYSY


Brzegami dnia
Noc podzielona na pół
Życie i sen
Sen i życie
Ciąg zdarzeń
Czekających na
I tych
Co zwątpili
W nieśmiertelność
Razem
Skazani na siebie
Usiłują mieć rację
Zanim
Obojętność jutra
Rozsądzi
Po której
Będą stronie

.............


Na pozór
Jesteśmy tacy sami
Na pozór
Milczymy
Na pozór
Mówimy prawdę
Myśląc
Że się nie wyda
Na pozór
Udajemy szczęśliwych
Na pozór
Toczy się życie

TRZY KROPLE


Ten wiersz
Powinienem napisać wczoraj
Wieczorem
Całą noc był ze mną
Śnił
I sycił rządze
O których
Napisano wszystko
Z jednym wyjątkiem
Dotyczył ciebie
Zrodzoną z marzeń
I spotkaną
Po trzech kroplach
Czerwcowej burzy
A wystarczyło
Tylko
Otworzyć parasol

...................


Na początku
Wszystko musimy
Później
Czas to koryguje
A przecież
Wcześniej milczał
I nie przeszkadzał
Cynicznie kiwając
Balans zegara
Musiał wiedzieć
O pretensji
Że każdą przegraną
Podzielimy się
Pół na pół

MAGIA


Nie do wiary
Byłem
Zobaczyłem
Że mnie nie ma
A wszystko co było
Było bańką płynącą w kałuży
Po deszczu
Miotany
Od brzegu do brzegu
Czekałem na słońce
By wyparować
Jeszcze za życia

BEZ ODPOWIEDZI


Kim jesteś
Maro
Zawładnęłaś myślenie
Moich marzeń
Pozostawiając na poboczu
Bez prawa
Wyboru strony
Gdzie
Najbliżej do ciebie
Jak mam powiedzieć
Że czekanie
Które nie ma końca
Przeczy, że byłaś
A byłaś
Na pewno

PLAN B


Na początku
Musi być początek
Nawet
Ślepe przypadki

Tak porozstawiane
By na nie trafić
Później
Całą resztą
Mamimy czas
O czymś
Co zna od lat
Nie wiedząc
Że to on rozdaje karty
Pik
Na pomyłkę
Caro
Na rozczarowanie
Trefl
Na pożegnanie
A kier
By mieć
Swój plan B
Jeżeli to
Tak ma być

METAFORA


Moje słowa są Tobą
Sam nie potrafię
Zrozumieć
Dlaczego myślę jak Ty
I wiem
Kiedy uśmiech
To za mało
A dotyk
Jest jak gość
Dla którego rano
Upiekłaś szarlotkę
Nie wiem
Skąd ta metafora
Że jest to
Powrót do raju
Ale
Coś w tym jest

...........


Nadal
Wymieniam cię
W modlitwach
Rano
W południe
A nade wszystko
Na tle wieczoru
Tam widać
Na każdej ścianie
Samotność cienia
Który powstał z klęczek
I wypatruje
Z której strony
Nadejdziesz

...........


Daję i biorę
Nie wiem
Czego
Na której szali
Jest więcej
Myślę
I waham się
Próbując
Przekroczyć
Nieuchwytną linię snu
Gdy
Nic się nie dzieje
A wszystko
Rodzi się o świcie

CZARODZIEJ Z RZESZOWA


Wymyśliłem cię
Wcześniej
Niż stałaś się faktem
Tylko kwestia czasu
Dzieliła marzenie
Z realnym spotkaniem
Oczy w oczy
Nie było zdziwienia
A zaskoczeniem
Było to
Że
Uśmiechnęłaś się pierwsza

..........


Nie umiem prosić
Potrafię tylko czekać
Nawet
Nie zazdroszczę innym
Tylko pytam
Samego siebie
Gdzie
Trafiają marzenia
Że
Pozostają bez echa

ILE


Ile
Jeszcze będzie Ciebie
W moim życiu
I ile
Jeszcze
Mam stawiać kropek
Wierząc
Że to ostatni akapit
W wierszu
Którego końca
Nie widzę

...........


Chichot losu
Jest cichy
Nie widać
Z której strony nadchodzi
I nie ma echa
Na pożegnanie
Jest świadomość porażki
Przegranej wyobraźni
Której się zdawało
Że uprzedzi czas

...........


Świadomości nie wystarcza
Że tam
Gdzieś
Jest świat
Znany z widokówek
Tam
Trzeba być
By pamięć
Pamiętała
Całą prawdę o życiu
Chociaż by to wszystko
Było
Iluzją spojrzenia

...........


Tylko nie mów
Że przypadki są obojętne
Na kogo trafię
Myślę
Że cierpliwie czekają
Na miejsce
Czas
I spotkanie spojrzeń
By nie chybiły celu
Na przekór słów
Że miłość
Jest ślepa

MYŚLI


Niektóre myśli
Odchodzą cicho
Tak
Jakby ich nie było
A niektóre pytają
Dlaczego
Jestem małej wiary
I rezygnuję
Z końca zdania
Którego są początkiem

RZEŹBA


Czyż nie jestem pomnikiem
A to
Że pozowałem
Tyle lat
Jest obojętne
Którym zmarszczkom dodaję głębi
A które
Równoważą uśmiechem
Przecież
Wystarczy spojrzeć
I przytaknąć
To szczególne tworzywo
Które ukochał czas

IDĘ


Mówię do Ciebie
Jeżeli mnie słyszysz
I masz chwilę czasu
Zobacz
Czy ta droga
Nie prowadzi
Przez manowce
Idę
A cel
Co był
Na wyciągniecie rąk
Okazał się snem
Którego nie było
Pytam więc
Czy jawa
Jest życiem
Czy wiecznym marzeniem

PAMIĘĆ


Zdążyć przed czasem
Co to jest czas
I jak można
Nie zdążyć
Dla kogo
Warto żyć
A kto nie posiadał twarzy
Pytanie
Zbyte pytaniem
Nie odpowiada
Za to co było
A stracone dni
Niczym różaniec
Będą wracać
Przemodlone przed snem
Za nim to wszystko
Straci sens

..................


Jeżeli wiatr
Jest muzyką przestrzeni
Słońce gospodarzem dnia
A księżyc
Niemym świadkiem
Odważnych grzechów
To czym jest wiersz
Złożony ze słów
Które wszyscy znają
Może fotografią myśli
A może lotem
Spadającej gwiazdy
Która ziemię wybrała do nowego życia

..................


Myślenie nie boli
I nic nie kosztuje
Tylko słowa
Maja problem
Jak powiedzieć
Że to nie tak
Miało być

SKARGA


Myślenie nie boli
I nic nie kosztuje
Tylko słowa
Maja problem
Jak powiedzieć
Że to nie tak
Miało być

ZEW BIESZCZADÓW


Wejść
Ponad granicę lasu
I całym sobą
Móc
Wypełnić przestrzeń
Otwartego horyzontu
A później
Wzlecieć
Za oddechem
Tam
Gdzie Dobre Anioły
Biorą pod swe skrzydła
Wspomnienia
O Bieszczadach
I
Czy to tylko wiersz
Czy już czas
Wrócić
Na połoniny

…………………


Nie zastąpi mnie
Strzęp wyobraźni
Wiedz
Że czekam
A moja miłość
Nadal jest ślepa

…………………


Nic nie muszę
Wszystko mogę
A
Najczęściej czekam
I chcę
Zatrzymać płynący czas
Zanim rzeka
Zapomni
Który to był brzeg

…………………


Nie pytaj mnie
Czy łzy wzruszenia
Smakują inaczej
Na pewno
Usta wiedzą więcej
A wiersz
Co uchwycił emocje
Pierwszy
Poda chusteczkę
By szczęście
Mogło się wypłakać

…………………


Cały jestem na tak
I cały na za
W życiu
Liczy się tylko życie
A ja
Mam
Wszystko do zyskania
I nic
Do stracenia

KOCHAM CIĘ


Nie pamiętam słów
Przypadkowych
Wyrwanych z kontekstu
Innych zdań
Tylko te
Za którymi stoi
Data
Godzina
Miejsce
I one
Szczere i samotne
O których zapomniał czas
Dziwiąc się
Że ja
Jeszcze nie

IRONIA LOSU


Czasem
Nie wiemy
Że jutro będziemy tęsknić
Za ułamkiem dnia
A wystarczy
Nie domykać zwątpienia
By zobaczyć
Nieśmiertelną nadzieję
Że czeka

………………


Nie przeżyłem myśli
Które chciały więcej
Zostałem
Uratowany zwątpieniem
Że to
Co jest życiem
Wystarczy
Ale
Pozostał niedosyt
O jutro
Że będzie takie same
A odwaga
Dotyczy innych

MĄDROŚĆ


Bóg nie musi być obok
A miłość
Dowodem
Że można kochać
Wystarczy
Zaskarbiać przebaczenie
Pamięci
I być z nią
Na tak

RETORYCZNE PYTANIE


Dlaczego
Nie znam siebie
By być pewnym
Że jutro
Pozna mnie
I pozwoli dokończyć
Wczorajsze marzenia

A JEDNAK WIARA


Miniony dniu
Odszedłeś za wcześnie
Chciałem ci powiedzieć
Że byłeś łaskawy
I pozwoliłeś uwierzyć
Że warto wierzyć
Na przekór myśli
Że historia
To taki czas
Co minął

MYŚLI


Niektóre myśli
Odchodzą cicho
Tak
Jakby ich nie było
A niektóre pytają
Dlaczego
Jestem małej wiary
I rezygnuję
Z końca zdania
Którego są początkiem

RZEŹBA


Czyż nie jestem pomnikiem
A to że pozowałem
Tyle lat
Jest obojętne
Którym zmarszczkom
Dodaję głębi
A które
Równoważę uśmiechem
Przecież
Wystarczy spojrzeć
I przytaknąć
To szczególne tworzywo
Które ukochał czas

IDĘ


Mówię do ciebie
Jeżeli mnie słyszysz
I masz chwilę czasu
Zobacz
Czy ta droga
Nie prowadzi
Przez manowce
Idę
A cel
Co był
Na wyciągnięcie rąk
Okazał się snem
Którego nie było
Pytam więc
Czy jawa
Jest życiem
Czy wiecznym marzeniem

PAMIĘĆ


Zdążyć przed czasem
Co to jest czas
I jak można
Nie zdążyć
Dla kogo
Warto żyć
A kto nie posiadał twarzy
Pytanie
Zbyte pytaniem
Nie odpowiada
Za to co było
A stracone dni
Jak różaniec
Będą wracać przemodlone
Przed snem
Zanim to wszystko
Straci sens

………………


Żyjemy dla takich chwil
Tkamy pajęczynowe mosty
Pamięci
Zamykając oczy
Wracamy
W treści bajek
Szczęśliwego dzieciństwa
Gdzie wszystko
Było takie proste
A zły strach
Pozostawał za oknem
Dopóki życie
Nie otworzyło drzwi
I rzeczywistość
Stała się głucha
Na wczoraj
I odporna
Na sny

………………


Jeżeli wiatr
Jest muzyką przestrzeni
Słońce gospodarzem dnia
A księżyc
Niemym świadkiem
Odważnych grzechów
To czym jest wiersz
Złożony ze słów
Które wszyscy znają
Może fotografią myśli
A może lotem
Spadającej gwiazdy
Która wybrała ziemię
Do nowego życia

………………


Rozdeptane ścieżki
Kiedyś
Staną się drogami
Jedne
Poprowadzą za horyzont
Gdzie miłość nie umiera
A niektóre
Pochłonie mgła zwątpienia
I myśli wracać będą
Pytając
Czy warto tam iść
Gdzie nikt nie czeka
A echo
Jest głuche
Na kroki

………………


Szyderstwo losu
Nic nie popiera i neguje
Czeka
W miejscu
Gdzie tłum nie gwarantuje
Bezpieczeństwa
I wystawia
Na pośmiewisko
Już raz zdradzone
Zaufanie
Któremu było mało
By zrozumieć
Że dobro nie powraca

………………


Myślenie nie boli
I nic nie kosztuje
Tylko słowa
Mają problem
Jak powiedzieć
Że to nie tak
Miało być

………………


Milczę
Cisza jest pustką
Która czeka
Dłużej
Układam myśli
W treść
Wydobyte z pamięci
Ożywają
Bez promieni słońca
Wczorajsza prognoza
Zacznie się jutro
Godzinom
Jestem obojętny
Ich świat
Jest karuzelą
A ja
Potrzebuję wyjść
Do ludzi

DLA ŚMIERCI MEJ


Większość piszących
Swoje wiersze
Dedykuje kobietom
Ja swój
Ofiaruję śmierci
By była bezlitosna
I nie słuchała wymówek
Że ……………………….
I jeszcze że ……………………
Przecież i tak
Robiłem wszystko
Po swojemu
I nie zawsze
Byle jak
Dlatego zasługuję
By część wersów
Przeżyła mnie
O dzień dłużej
O każdy akapit

PYTANIE


Odpowiedz
Czy moje życie
Rani cię
I
Czy to moja wina
Czy tak chciałeś
Bym cierpiał
Gdy to zrozumiem

O ZLOTEJ RYBCE


Tylko myśli
Są wierne do końca
Zawsze obok
Cierpliwe na nowe
Dogadują się
Zanim zrozumiem porażkę
I znają odpowiedź
Dlaczego zaufałem
Przerwanemu snu
W spełnieniu
Trzech życzeń
Przez złotą rybkę

MELANCHOLIA


Tam
Gdzie świat
Opasany problemami
O których
Nie mam pojęcia
Tu codzienność
I nadzieja
Że któreś jutro
Pozwoli
Zobaczyć to z bliska

MILCZENIE


Nie jestem najważniejszy
Moje ego
Czasem zasypia
I mamy
O czym porozmawiać
Cicho
By nie obudzić
Niecierpliwego świtu
Ustalamy
Kto będzie kim
Gdy przyjdzie czas
Na rachunek
Rachunek umienia

DANINA


Połknąć wiatr
Na granicy światów
Potrzebny jest
Zapas powietrza
By pomyśleć
W którą stronę pójść
I nie wracać
Tam
Gdzie za wszystko
Trzeba płacić
Życiem

KOCHANKOWIE JUTRA


Od jutra
Będę starszy
Nie ważne o ile
Ważne
Że jestem
Z nieśmiertelną nadzieją
W myślach
I codziennych uczynkach
Małych
I dużych
Że razem
Z pojedynczych pragnień
Uczynimy przyszłość
I świadomością
Że to my
Jesteśmy
Jej kochankami

ZAPOMNIAŁEM TYTUŁU


To nie tak miało być
Wczoraj jak zwykle
Dzień pachniał miastem
A miasto
Żyło porami dnia
Ludzie
Patrzyli na siebie
Naprzeciw
Przy czerwonym świetle
Wszyscy
Po cichu liczyli
Na szczęście
Jak minie noc
A jak minęła
Czar prysnął
Skończyła się wena
Trzeźwego widu
Przed oczyma
Czekał kac
Samotny kac

IRRACJONALNY WIERSZ


Irracjonalny wiersz
Pisze się
Z przemyśleń
Których nie było
Zdarzeń
Bez początku
I pojęcia rzeczy
Z pogranicza fikcji
I umarłej wiary
Że świat
Przetrzymuje ludzi
Jako zakładników
By zadrwić
Z ich miłości

SZCZĘŚLIWA GWIAZDA


Wszystko mi mówi
Jeszcze
Możesz wrócić
I spróbować
Odnaleźć brzeg
Tamtej rzeki
Gdzie nocą
Odbijał się wszechświat
A któraś z gwiazd
Była szczęśliwą
I tylko zachmurzeniu
Zawdzięczam to
Że wybrałem inną
A teraz
Chcę naprawić pośpiech
Bo była platoniczna

……………………


Zwątpiłem w człowieka
Moje odbicie
W lustrze
Schodzi mi z drogi
A droga
Prowadzi do nikąd
Wracam
I szukam początku
Słów
Które dadzą nadzieję
Po dalej
Jest jeszcze dalej
A my
Podążamy
W przeciwne strony
Okłamując czas
Że nie istniał
A nas nie było

……………………


Nie powtarzaj tego
Co pozostanie
Po echu
Mojego życia
Wcześniej przeczytaj
To co stało się słowem
Które wysłuchiwał
Tylko papier

I ZNOWU O BIESZCZADACH


Chciałem tylko zobaczyć
Czy jesień
Tego roku
Nie spóźnia się
Już była
Czekała
W pełnej krasie
Te same zbocza
Nagie szczyty
I szmer rzek
Był tam
Gdzie zawsze
Tylko ja
Starszy o rok
Nie byłem pewny
Czy emocje
Były te same

……………………….


Śniło mi się
Że byłem Bogiem
Rano
Pamiętałem
Tylko pretensje
Że
Tak krótko

……………………….


Spotkałem
Wczorajsze myśli
Gdyby nie to
Że
Nie powiedziałem
Ostatniego słowa
Były by stracone
A tak
Dopowiem
Pokładam w Was
Nadzieję
Że życie
Ma sens

……………………….


Moim dzwonem serce
A sercem dzwonu
Pamięć
Która wierzy
Że każde echo
Odmówi
Stłumienia uczucia
I przywróci
Ezotoryczny czas
O którym
Tylko my
Wiemy więcej

PRZEKORA


Czekam
Kto pierwszy
Rzuci kamieniem
Moim życiem
Jest grzech
Nieposłuszeństwa
I wiara
Że któregoś dnia
Zamienimy się
Rolami

ROZMOWA NA GROBACH WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH


To my
Stanowimy przyszłość
Dla tych
Co po nas
Przyjdą żyć
I dlatego
Ogrzewam dłonie
Ciepłem zniczy
By nie być
Zaskoczonym
Gdy poproszą
O przejęcie
Naszego losu
W swoje ręce

KRASICZYN


Doprawdy nie wiem
I niech to
Tajemnicą pozostanie
Czy to San
Czy czas Impresją płynie
W cudownym Krasiczynie

JESTEM NA TAK


Jestem na tak
To nie słowa
Przetrwają próby czasu
Nic nie jest w stanie
Przekreślić
Wizualnych wrażeń
Piękna
Dumy
I zadumy
Że to
Co już jest pamięcią
Czekało
Na wyciągnięcie dłoni
Historią regionu
I przyrody
Choćby
Tej najbliższej

OCZYWISTA PRAWDA


O Bieszczadach
Powiedziano
Prawie wszystko
A pomimo to
Rzeki dalej płyną
Poprzez przełomy gór
Zielone są stoki
Sięgające nieba
Tylko te
Co wystają
Ponad miarę
I wiatrem czeszą głowy
Są ciągłym wyzwaniem
By piękno urzekało
Każda porą roku
Zwycięstwem woli
I widoków

WSPOMNIENIE O LEŚNEJ WOLI


Gdy ochłonęły emocje
I dobry wieczór
Skłonił do wspomnień
Na ekranie powiek
Wrócił dzień
Chwila po chwili
Malował bez retuszu
Każdy kadr spojrzenia
Wybranego tła
By zrozumieć
Dlaczego nic o nas
Bez nas
A smak posiłków
Był tak dobry
Że będzie się śnił
Zazdrością
Że to takie proste
By być sytym
I to
Że deszcz
Zaistniał płaczem
Nad naszą dolą
I niedolą
To dowód
Że tam
W Leśnej Woli
Nie byliśmy sami
W przeżywaniu czasu
Który był nam dany

Wieczorem


Jeszcze nie wszystko skończone
Dopóki życie trwa
A na wyciągniecie dłoni
Nadzieja
Co nie musi nic obiecywać
I sama jest ciekawa
Na co mnie stać
A ja
Znów
Zaczynam od rzeczy małych
Krok po kroku
I patrzę
Czy spojrzenia ludzi
Są mi życzliwe

..................


Pomyłki
Służą i nie służą
Nauczką
Przegranych myśli
Nie sposób zapomnieć
Ostatnie
Nie są ostatnimi
I dlatego
Wciąż jestem
Przy nadziei
Która też
Nie jest ostatnią

Smutny wiersz


Po drodze
Wszystko zdarzyć się może
Można wyjść
I wrócić
I nie wrócić
Nie powiedziawszy nic
Powiedzieć wiele
Lub zostawić w pamięci
Klepsydrę
Z datą zgonu
Bez przeprosin
Że za szybko

...................


Nie zostawiaj mnie
Ta noc nie rozumie
Jak można być samotnym
Zdanym
Na to co było
Bez możliwości prośby
O więcej
I więcej
By niczego nie kończyć
A wszystko zaczynać
Nie myśląc
Że to wszystko
Kiedyś
Zostanie tylko snem
Wiecznej nocy

...................


Dogonię echo
I przeproszę za słowa
Zanim cały horyzont
Ogarnie chichot
Że krzycząc w twarz
Wschodzącemu słońcu
Myślałem
Że to ja
Stanowię
Kiedy skończy się sen
I zaczyna
Tęsknota
Ze tak krótko trwało

Kalnica, Blues i Księżyc


Kalnica
Mistyka miejsca sednem
Że każde myślenie
Może być na tak
I tak
Ola i Michał milczą
Że to
Co jest istotą bluesa
To nie kaprys chwili
Lecz chęć
Posmarowania prozy życia
Dżemem z dzieciństwa
By chleb smakował
Sytością
Jak pełny księżyc
Gdy
Już nas zauważy

Smerek


Góry
Dookoła góry
Na zielono malowane
Splecione uściskiem dolin
Otwierają
I zamykają
Wybór spojrzenia
Skąd
I gdzie pójdziemy
Gdy ciepły wiatr
Wysuszy pot
A w pamięci
Smerek
Znajdzie miejsce dla siebie


SMRECZYNA 58


U Ani w Smreczynie
Przy krawędzi
Ziemi i nieba
Czas jest refleksją i nadzieją
Co ponad Smerkiem
Wetlińską
I zarysem Caryńskiej
Szybuje spojrzeniem
I szeptem pyta echo
Czy to już pora
By wykrzyczeć
Swoje marzenia

Beskid Żywiecki


Pomalowany krajobraz
posiadła zieleń lasu
stojące naprzeciw wzgórza
kusiły krągłością kształtów
a otwarte oczy
chłonęły nieskończone spojrzenie
by wieczorem
coś podpowiedzieć
gdybym pominął
kolejność zdarzeń
w tym obrazie

Nad Wetliną


Przełknąć ogień nalewki
U Janusza Grzecha
To nie grzech
Na przekąskę wspomnienia
Że życie
Na przekór
Dalej trwa
I wciąż zaskakuje
Jak widok Zuzi
Lisicy
Co pilnuje domu
Zamiast psa
A z za okna na taras
Smerek
Wetlińska
I przymglona Caryńska
Niczym starzy znajomi
Patrzą
I akceptują mnie
Milcząc
Przez grzeczność


Odpowiedź


Dobrze
To już było
I tylko żal pozostał
Że tak krótko
A czas
Który nie zna litości
Nawet nie spojrzał
W naszą stronę
I wszystko zostawił
Rozpoczęte

Do nocy


Dziś nie zapalę gwiazd
Otocz mnie
I przytul do siebie
Chcę być sam
I tylko sam
A dookoła ty
Pełna moich snów
Proszę
Spełnij tylko te
Które uśmiechem
Przetrwają do świtu

Do dnia


Dniu
Niepomny
Który to już jesteś
Wiedz
Że wciąż
Oczekuję na ciebie
I z ciekawością
Otwieram oczy
By zobaczyć
Czy potrzebujesz mnie
A jeżeli tak
To wiem
Że jeszcze żyję

...................


Stworzony by kochać
Pełny podobieństwa
Jak mam rozumieć
Swoją obecność
Na tle Twojej woli
Może
Ja też
Mam coś do powiedzenia
Kogo wybieram

Oczekiwanie


Z nikąd do nikąd
Nie ma żadnej drogi
Jest
Chwilowe oczekiwanie
Czy sprawdzi się
Data zgonu

Góry


Kocham góry
Tylko w górach
Ziemia
Naprawdę jest pod stopami
A niebo
Stoi otworem
Na wyciagnięcie dłoni
Wystarczy tylko
By czas
I miejsce
Spotkały się razem
I najlepiej
By jeszcze
Sprzyjała pogoda
Bo wówczas pamięć
Jest wyraźna
I można tęsknić
Za powrotem

Wiara


Odpowiem za wszystko
I na wszystko
Jak zapytasz
Dlaczego
Ale
Gdy będziesz milczał
I w Twoich oczach
Ukaże się łza
To uwierzę
Że naprawdę
Byłeś człowiekiem

Kolejna prośba


Dokończ swe dzieło
Zanim
Śmierć nas pojedna
Bo ja
Nie wiem
Czy zbłądziłem
Tu tyle dróg
A nowe
Wciąż budują ci
Co chcą mieć racje
Tylko
Twój krzyż
Wciąż stoi
Na rozstajach
Jak stał

Mona Maria


Podążyłem za twoim uśmiechem
Tam gdzie się kończył
Nie było pustki
Czekałaś na mnie
Z tajemnicą spojrzenia
I dłońmi
Gotowymi do objęcia
Wszystkich moich myśli
By nie bały się
Przyzwolenia

..................


Jestem
Dopóki mam nadzieję
I ona
Do mnie się przyznaje
Wyobrażam sobie
Co by było
Gdyby było
Ale
Na razie jestem
I nic
Nie wskazuje na to
Że jutro
Mnie nie będzie

Tajemnica


A wystarczyło
Tylko
Urodzić się
Resztę zrobiło życie
Dzień po dniu
Z przerwami na noc
Misternie tkało
Moją wrażliwość
Tak
Bym mógł zobaczyć
Że moje wiersze
Spełniają się tobą
I w każdym akapicie
Oczekujesz mnie
Z kolejna tajemnicą


........................


Nie żałuje niczego
Może tylko
Pochopnych słów
Które nie chciały czekać
I wyprzedzały czas
Ja
Tylko chciałem wiedzieć
Wcześniej
Czy mnie kochasz
Przecież
To takie oczywiste

Pytanie


A jeżeli
To wszystko
Nie ma sensu
To co jest sensem
Pokaleczona wiara
Nie obroniła się Bogiem
Śmierć
Litowała się wcześniej
A zdziwienie żywych
Przerosło cały płacz
Nie pytam dlaczego
Pytam
Czemu ma to służyć

Wisławie zamiast rekwiem


Kolejnego wiersza nie będzie
Muszą wystarczyć te z wczoraj
I jeszcze z wczoraj
Jak sięgam pamięcią
Zawsze
Miałaś coś do napisania
Tak nagle
Zgasiłaś papierosa
I poszłaś spać
Dlaczego
Nie nakręciłaś budzika
Ten sen niczego nie wróży
A ja
Nie potrafię go przerwać
Nie powiedziałaś
O której mam cię obudzić

Rawki dwie


Schodziłem nogi
Na górę gór
Jednej i drugiej
By zapachnieć potem
A czas co kroczył przede mną
Pokazał zimę w odwrocie
Jak na wielkanocnej babie
Tylko zamiast lukru
Śnieg po kolana
A zaciągnięty horyzont
Miał zepsuty zamek
By go otworzyć
Na całą głębię spojrzenia
Tylko wiatr Co nie zdążył przeprosić
Że znika
Uleciał gdzieś nad Ukrainę
Pozostawiając mnie
Na granicy ziemi i nieba
Z świadomością
Że wracać trzeba

Połonina Caryńska


Nagi
Bez możliwości ukrycia
Ciekawości
Ubieram myśli
Spojrzeniem
Po zboczach
Zeszłoroczne dywany
Z zasuszonych połonin
Przerastają
Świeżą zielenią
Wkrótce ożyją borówki
I znikną resztki śniegu
Na Rawkach
Gdy tylko wypatrzy je słońce
Stawiam ostrożnie kroki
By nie rozdeptać
Czarnego żuczka
I jego braci
Co też na szlaku
Szukają swoich połowic

Wierch Wyżniański


Zostawiam swój ślad
Dostąpię szczytów
Małej
A później
Dużej Rawki
W podzięce
Za darmowe widoki
Napiszę wiersze
A moje myśli wzlecą
Ponad Ukrainę
By obudzić wiosnę
Tam i tu
Bo w dolinach
Przybierają rzeki
A po stokach
Spływa rozpłakany śnieg
Którego
Opuściła zima
By zdążyć
Przed wieczornym koncertem
Trenują ptaki
Białą bruzdą
Samolot orze niebo
A słońce
Jeszcze nieco zaspane
Wcześniej zamyka powieki dnia
Myśląc już o jutrze

Moje Bieszczady


Na początku
Wszystko jest pierwsze
Dookoła
Rosną obrazy
I ktoś
Coś mówi o pięknie
Dopiero później
Jak ochłoniesz
Potwierdzasz
Zdziwieniem ust
I myślisz
Jak to się stało
Że tak długo
Były na Ciebie cierpliwe
A wystarczyło
Tylko
Pogłaskać zioła
Na połoninach

Impresja


Gdzie jesteś
Impresjo
Wczorajszego tete a tete
Jeśli chcesz
Być moją muzą
Musisz cierpieć
Płakać
I być
Gdy rano będę pisał wiersze
Obiecuję
Że imię Twoje
Przyodziane w ciało
Będzie słowem pierwszym
Ilekroć spojrzę
Dziękując
Za to
Że jesteś

O jutrze


Nie powiedziałem nic
To wszystko
Co wczoraj
Było nadzieją
Spopielało na ustach
A oddech
Wymiótł umarłe słowa
Nie zapytałem
Dlaczego
Jesteś małej wiary
Skoro
Tyle
Mówiliśmy o jutrze

Debiut


Mogę milczeć
Mogę też powiedzieć
Że to nie mój czas
Zbyt proste
Naiwne
I bez poklasku
Skrzydeł gołębich
Których nie spłoszy
Kłamstwo
Jestem
Jestem na początku
I końcu wypowiadanych słów
Pomimo
Różowej tremy
Na policzkach
Trwam przy swoim
By usłyszeć
Ostatni wers

Czasem


Czasem
Obiecuję sobie
Że jutro
Nie powtórzę
Dzisiejszych błędów
I tylko czasem
Przypomnę sobie
Że coś obiecywałem
wczoraj

Adoracja


Czci pełne kolana
Nie wystarczą
Na dłużej
Niż trwa modlitwa
A ból
Przepustką by zrozumieć
Odkupienie
Tego co było
I co
Przyniesie jutro

Bukowe Berdo


Moje Bieszczady
Byłem się wam pokłonić
Na wiosnę
Może trochę za wcześnie
I bez pukania
Ale
Góry były otwarte
I wietrzyły na przestrzał
Panoramę
Granicy ziemi i nieba
Tak skutecznie
Że
Od czasu do czasu
Chuchałem
W zgrabiałe dłonie
Przepraszam
Następnym razem
Gdy będzie cieplej
Zapukam dwa razy
Za dziś
I za jutro

23:30


O tej porze
Już nic nie muszę
Moje miasto
Zrezygnowało z dnia
Zasypia na stojąco
A ja
Na pamięć
Wracam do domu
W którym czeka jutro
I będzie nowy dzień
Niepomny
Obudzę się o dziesiątej
I rozpocznie się życie

Data


Pamiątka cyfr
Które się ziściły
I te
Co biegną oszalałe
By zaistnieć
Zanim skończy się
Cierpliwość
Pootwieranych życiorysów

Życzenia na Nowy Rok 2012


Ten wiersz
Będzie Cię kochał
Całym mną
Spojrzeniem
Dotykiem
I muśnięciem ust
A gdy
Poczujesz się samotny
Przytuli do serca
I sprawi
Wyraz po wyrazie
Że nawet w styczniu
Biały śnieg
Na policzku
Będzie ciepły
Jak pocałunek

Wigilia 2011


Święta to moc
Co ludzi jednoczy
I przebacza
Wyciągniętym dłoniom
I podpowiada
Jak otworzyć serca
Wcześniej
Niż łza zabłyśnie
Gwiazdką na policzku
Zaiste
Święta to moc
Co błogosławi
Tym co nie widzieli
A uwierzyli
Słysząc tylko słowa

12.12.2011


Gdy głos drży
I słowa płaczą
To łzy są po to
By zobaczyć czas
Kropla po kropli
Pełne godzin
Bez wiedzy
W którą pójdą stronę
I jak
Nie stracić ich
Z oczu
By spotkać je
Jeszcze raz


Powrót


Wróciłem donikąd
Wystarczyło zwątpić
W strach
I nadzieję
Resztą
Wypełniłem pamięć
Że
To nie był sen
A żal
Dotyczy tylko chwil
Które zostały
Po drugiej stronie cienia


Ikona


Wracam w poprzek
Wszystkiego co było
Przekraczam dobro i zło
Pytania i odpowiedzi
Te które padły
I te
Co zostały na końcu języka
A Ty
Wciąż wierzysz w nas
Czyżby dlatego
Twoje oblicze
Nie posiada ram
I ogarnia wszystkich
Kreską
Którą Cię napisano


Pamięć


A jeżeli Ty masz rację
I czas to potwierdzi
To moje słowa
Odszczeka rozpaplane echo
A ja poproszę
O dodatkową garść popiołu
A jeżeli nie
To nie potrafię rozmawiać
Z myślami
Ja tylko je słucham
I nie wiem
Czym zastąpię Ciebie
I czy czas
Ma coś do powiedzenia
Gdy ja
Wciąż zostawiam
Niedomknięte drzwi pamięci


Szczerość


Tak naprawdę
Tylko z Bogiem
Jestem szczery do końca
On wie
I ja wiem to samo
Ale ja
Jestem tylko człowiekiem
I mam prawo do pomyłek
Nawet wtedy
Jak przeproszę
Za te wcześniejsze
I mam
Całe życie
By zrozumieć
Swoją małość


Naucz mnie


Naucz mnie
Swoich oczekiwań
Wpuść pomiędzy myśli
Jako Zbawiciela
Najskrytszych pragnień
A ja
Niczego nie obiecuję
Ale będę pamiętał
Że mi zaufałaś


Nie wiem


Nie wiem
Dla kogo
Piszę ten wiersz
A może
Dla takich jak ja
Zakochanych w pół drogi
Bez szans na powrót
Dla których
Czas
Zatrzymał się na wczoraj
By jutro
Należało do nas


Sen


Kocham marzyć
Przywołuję do życia
Czas
Który chcę nauczyć
Jak ma mnie przyjąć
Gdy otworzę oczy
A na razie
Jeszcze śnię
I upajam się ciszą
Tylko powieki drżą
Pełne obawy
O rzeczywistość


20:02

Zmierzcha
W opustoszałej piaskownicy
Nocować będą
Zapomniane czerwone wiadereczko
Z łopatką
Dwie rozsypane babeczki
I skórka z banana
Już po kąpieli i bajeczce
Kolacja wypełniła brzuszki
Małych odkrywców świata
Na których teraz
Pod kołderką
Czeka sen
A ja
Już kolejny raz
Rozwijam z papierka
Owocową landrynkę
I smakuje swe dzieciństwo
Mając żal
Że tak krótko trwało
I niewiele pamiętam


5:45


Na pustym przystanku
Wolna ławeczka
Ostatni autobus odjechał
Wczoraj
Można pozbierać myśli
I poukładać wydarzenia
Nie rozgrzeszam godzin
Po północy
Wszystko zaczyna się od nowa
Można znowu mieć nadzieję
Poczekam
Może przyjedzie
Pierwszym autobusem
O piątej czterdzieści pięć


DO ZOBACZENIA


Dzisiejszej nocy
Posiądę jutro
Będę marzył
I układał słowa
Których
Zapewne nie wypowiem
Dzienne światło
Mnie onieśmieli
I nie podpowie
Żadnych treści
Już tyle powiedzieliśmy
Do siebie
Że nadszedł czas
Milczenia


LICZĄC NA SPEŁNIENIE


Dokończ swe dzieło
Niepowtarzalne
W każdej osobie
Tak
Aby miało udział
W tworzeniu świata
Któreś rozpoczął
I daj świadomość
Mocnej wiary
Że
Góry nie są przeszkodą
Na drodze
Do Ciebie


SZANSA


Pomilczmy razem
Nasze myśli
Potrzebują oddechu
A usta chwili
By odzyskać smak
Nie uprzedzajmy faktów
Jeżeli wczoraj już było
A jutra nie ma
To dziś
Jest po to
By przejść do wieczności
Zanim
Uprzedzą nas inni
Proszę
Podaj mi swą dłoń
I zdajmy się na los


DO MYŚLI


Nie czekajcie na mnie
Ja tu zostaję
Może jutro
Odnajdę drogę
By wrócić
Tam
Gdzie brakło słów
By dopowiedzieć resztę
Refleksja przyszła później
Jak ochłonęły emocje
I
Teraz cofnę czas
Mrugnięciem powiek
W drugą stronę
I uratuję lot motyli
Tamtego
Słonecznego dnia


DATA


Pamiątka cyfr
Które się ziściły
I te
Co biegną oszalałe
By zaistnieć
Zanim skończy się
Cierpliwość
Pootwieranych życiorysów


ZAPYTANIE


Przepraszam Pana
Za odwagę
I zapytam
Czy Pan jest Jezusem
Idę
Obarczony życiem
Doświadczam tego samego
Co inni
Mnie podobni
Już osiwiałem
Nie tylko od myśli
Ale i czasu
Chcę z kimś porozmawiać
Wymienić doświadczenia
A Pan
Spojrzał na mnie
Łaskawym okiem


 

AWIZO


Dołączę do was
To tylko kwestia czasu
Na pewno jesteście go ciekawi
To dalszy ciąg
Eposu
O ziemi
Na której to my
Gramy główne role
Wasze już znam
Poznałem po uczynkach
A teraz
Ja
Co nieco
Do tego dokładam
Liczę
Na to
Że umiecie przymykać oko
Przecież
Nikt nie jest doskonały
  

WIELKA NIEWIADOMA


Czasem jest tak blisko
Że można się uśmiać
Z samego siebie
Że tyle czasu
Trzeba było
Czekać
By zobaczyć
Że to czekanie
Nigdy się nie kończy
Dopóki istnieje
Ostatnia nadzieja
  


Aniele
Który jesteś
Gdzieś obok
Podpowiedz mi wreszcie
Przecież mnie znasz
I wiesz co potrafię
Jak mam nie zepsuć
Kolejnego dnia
Znudziło mi się
Wciąż to samo
Myśleć
Ufać
I coś tam wyprzedzać
A ludzie
Patrzą ze zdziwieniem
O co mi chodzi
A przecież
Tu na ziemi
My
Jesteśmy dla siebie
I na siebie skazani
Proszę cię
Dogadajcie się między sobą
Może wtedy
Będzie nam łatwiej
  


To był
Słoneczny dzień
Dziś słońce
Miało więcej do powiedzenia
A nieliczne chmury
Schodziły mu z drogi
Widziałem
Jak rozmawiało
Z moim cieniem
Byłem dumny
Z tego wyróżnienia
Zapewne wieczorem
Napiszę o tym wiersz
Ze nie byłem sam
I było mi ciepło
Ale nie tak
Jak pamiętam
Gdy twój uśmiech
Przerósł to
Odciskiem ust
O wiele gorącym


Zanim stanę się
Astralnym wspomnieniem
I pochłonie mnie
Gwiezdny pył
Gdzieś na mlecznej drodze
Wspominał będę
Czas na ziemi
I w mgnieniu oka
Zatrzymam
Tylko ten
W którym wiązałem nadzieję
Z tobą
Zaiste
To był piękny czas
Ale ty
Robiłaś wszystko
By moje łzy
Rozwiązały ten splot
I będzie mi żal
Wieczny żal
 


Pomyliłem drogę do raju
Na tej krzyżówce
Brakowało kapliczki
Widocznie to nowa droga
I potrzeby inne
Nie zdążono powiedzieć
Że manowce
Są w każdą stronę
I każdy
Kto liczy na siebie
Na pierwszym zakręcie
Gdy zostanie sam
Przegrywa z nadzieją
Która
Przestała wierzyć
W siebie samą


Fotografia


Tak delikatnie
Całuję twoją fotografię
Że nawet nie drgniesz
I patrzysz dalej
Jak gdyby mnie nie było




Dziś znów pada deszcz
Na rozmytych witrynach
Spływa spojrzenie
Obojętne na towar
Mój nogi grają w szachy
Z wodą
Stojąca na chodniku
A ja nie wiem
Na co patrzeć
Ale myślę
Że lepiej pod nogi



O jesieni


Nadeszła jesień
Zielona cierpliwość drzew
Dobiega końca
Jeszcze tylko
Te co rodziły
Przekażą swe owoce
W dobre ręce
I wszystkie
Samotne
W gromadzie sadu
I tłumie lasu
Zapolują do kolorowej fotografii
Po uprzednim makijażu
Tylko te iglaste
W całorocznych futrach
Pozostaną przy swoim
Bo tak im do twarzy
Już od lat
I to wszystko
Uda się na pewno
Bo każdy pamięta
Swoje miejsce
Jak przed rokiem



Pod Jaworem


Przemoknięty poeta
Pod dziurawym drzewem
Zbiera opadłe liście
A wszystkie
W odcieniu deszczowej rdzy
Zapewne
O każdego z nich
Będzie flirtował z jesienią
By napisać wiersz
O ich zielonej czuprynie
I bezpiecznych ptakach
A może
Będzie to wiersz o przemijaniu
I głupiej naiwności
Co wierzy w swoją wiosnę
Że po siwej zimie
Przyjdzie jej kolej
I on tu
Odnajdzie swoją Laurę



Naucz mnie


Naucz mnie
Rozumieć
Twoje spojrzenie
Czy mam ze wstydu
Opuścić głowę
Czy wyjść naprzeciw
Jutrzejszej tęsknoty
I sprostać
Naszemu być
Oczy w oczy



Gra w klasy


Dziewczynko
O co grasz
Rzucając zielonym szkiełkiem
Jak nadzieją
Czy o temat
Jutrzejszej klasówki
Czy o Łukasza
Co ciągnie warkocz
Za mocno
I czy
Te pola z numerami
Znaczone okruchem cegły
Zaprowadzą do nieba
I pozwolą wrócić
Jako spełnione
Nie wiem
I zapytam
Czy dziś jeszcze pamiętasz
O co grałaś
Skacząc
W kolorowej sukience
Na jednej nóżce



Kapliczka wędrowców w Polankach


Tu na szczycie drogi
Wyższym o kapliczkę
Tylko drzewa widzą więcej
Aniżeli ten
Kto się zatrzymał
By zapalić świeczkę
Dla tych co na szlaku
Tam w dole
Solinka
Na skalnych progach
Rozczesuje swój nurt
I od czasu do czasu
Sięga po piankę
Dla swych mokrych włosów
A w górze
Zaproszone na codzienny spacer
Słońce
Suszy kolory
Na dojrzałych liściach
Zanim stracą na wartości
I zaścielą stoki wzgórz
By nie były nagie
A w sercu nadzieja
Że to światełko
Tańczącego płomienia
Będzie dla mnie
Życzliwe



Melancholia


Gdy braknie słów
I milczenie przestanie być czytelne
A błądzące myśli
Odbijać się będą
Od ścian
I
Nie doczekawszy się echa
Zaścielą pytaniami
Nadchodzącą noc
Kto zrozumie
Samotnego człowieka
Na którego
Nawet lustro
Nie chce patrzeć